dziecko, herbatka

O matko, jak tu….nudno!

2 miesiące daleko od ludzi, w polu między jednym, a drugim lasem. Bez komputera, bez telefonu, ze starym miniaturowym telewizorem z programem 1 i 2 (antena odbiera w zależności od wiatru, więc raczej na tv nie ma co liczyć), a do tego jesteś dzieckiem….

Opis najgorszych wakacji życia?

Nie! To opis najlepszych wakacji, dzięki którym nie wiem i nigdy nie poczułam co to jest nuda 🙂

Od 6 roku życia (a moja młodsza siostra od urodzenia) jeździłyśmy na wakacje na wieś. Takiej wsi w Polsce szuka się z kompasem w ręce, aby w ogóle na nią trafić. Nie było i nie ma tam nic. Jest domek otoczony polem i lasem z jagodami i grzybami. Kiedyś był również sad pełen jabłonek, krzaczków agrestu, jeżyn i porzeczki.

Chwila, domki są różne, więc opiszę go bardziej, abyście byli w stanie wyobrazić sobie bardziej słowo „wieś”. Stara chałupa z myszkami, kran z zimną wodą płynącą ze ściany do wiadra, drewniany kibelek na zewnątrz, połowa okien zabita dechami, codzienna kąpiel w misce na dworze, butla gazowa i światło, które boi się burzy, więc w paru szafkach pochowane były świeczki.

To jest moja wieś 🙂

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ponieważ aktualnie z przyczyn zdrowotnych nie pracuję i siedzę w mieszkaniu i sporadycznie słyszę pytanie „No to powiedz mi co ty robisz w mieszkaniu, nudzisz się, tak?”. Pytanie przeważnie jest zadane dość agresywnie i natarczywie z gotową odpowiedzią – pewnie tak, leń śmierdzący!

Muszę zmartwić takie osoby, ponieważ ja nie wiem co to jest nuda i nie wiem właśnie dzięki wspomnianym wyżej wakacjom 🙂

Dlaczego?

Ponieważ miejsce, w którym nie ma dostępu m.in. do Internetu (pożeracza mózgu i wolnego czasu jeżeli jest używany z powodu nudy) zachęca dziecko do szukania zabaw i inspiracji w każdym otaczającym je centymetrze świata.

W co ja się bawiłam?

Załóżmy, że na dworze aktualnie była piękna pogoda i większość czasu spędzałam na świeżym powietrzu. 

  • Chodziłam z własnoręcznie zrobioną siatką na motyle, delikatnie je łapałam i przez siateczkę oglądałam jak wyglądają. Następnie rysowałam go w zeszyciku z atlasem motyli pod ręką i opisywałam jakie motyle są na naszej wsi. Motyl bezpiecznie (może trochę zestresowany) leciał dalej w świat

  • Zawsze zabieraliśmy ze sobą stertę szarych gazet, aby zrobić „przydomkowy” zielnik

  • Siedziałam na kocu bawiąc się z lornetką przy ręce i jak usłyszałam odgłos jakiegokolwiek ptaka, to szukałam go na niebie

  • Łapałam żaby (uwielbiam je do teraz i mam odruch Pawłowa)

  • Czytałam książki o przygodach innych dzieci

  • Kąpałam się w mini baseniku (tak, z żabami)

  • Chodziłam z kompasem i rysowałam szlaki do ukrytych skarbów

  • Dziadek nauczył mnie grać na lisku trawy i gwizdać na palcach, dlatego szukałam odpowiedniego źdźbła, aby codziennie mieć nowe i idealne

  • Spędzałam czas z dziećmi z najbliższego gospodarstwa lepiąc z nimi bułeczki, pierogi, karmiąc małe świnki, dojąc krowy i obserwując kurczaki (musiałam być odprowadzana i przyprowadzana, bo był do nich kawałek), byliśmy na żniwach, wykopywaliśmy ziemniaki z ziemi (stonki są super piękne!), jedliśmy czereśnie z drzewka

  • Szukałam kamieni i skamielin na pobliskiej górce z wykopanym dzikim oczkiem wodnym. Nawet nie wiecie ile „odcisków” zwierząt i roślin można znaleźć w takim miejscu!

  • Z pomocą dziadka wchodziłam na najwyższe jabłonki i robiłam na nich wygibasy

  • Układałam snopki siana (kwadratowe jeszcze wtedy) w stodole na wzór mieszkania. Był stoliczek, kanapa i 4 ściany. Brałam z domku ręcznik kuchenny jako obrusik, jedzenie i zamykałam się w stodole w moim mieszkaniu

  • Jeździłam na rowerze, uczyłam się kręcić hula-hop, grałam w badmintona (sorry, ale dla mnie zawsze będzie to balbington), odbijałam piłeczkę do tenisa o mur domku i przeskakiwałam przez nią, grałam sama ze sobą w tenisa stołowego…ponownie z murem domku

  • Robiłam lalki z kukurydzy i sukienki dla barbie z trawy i płatków kwiatów, szukałam pajęczyn pająków poukrywanych w wysokich trawach i krzakach, śledziłam kunę i bociana

  • Czytałam, czytałam….czytałam książki leżąc na kocu

A co w deszczowe dni? Nuda i płacz, że nie ma co robić? NIE!

  • Co roku wycinałam nową lalkę z tektury i rysowałam dla niej ubranka, które wycinałam i dzięki specjalnym uchwytom papierowym robiłam rewię mody

  • Cięłam kartkę papieru na mniejsze (5 cm x 5 cm) i na każdej rysowałam twarz kobiety i wymyślne uczesanie

  • Sklejałam stare opakowania po zapałkach w mebelki dla Barbie

  • Projektowałam latawce, które czekały na ładniejszą pogodę

  • Rozwiązywałam krzyżówki i zagadki dla dzieci (niestety dyktanda i inne szkolne „badziewia” karne również, ale to pominę, bo psuje wpis 😛 )

  • Sklejałam zapałki i uzbierane wcześniej patyki w szkielety zwierząt

  • Szukałam nowych norek myszy i gdy rodzice nie widzieli pakowałam im połowę lodówki, aby nie były głodne

  • Rysowałam komiksy, pisałam bajki i piosenki

  • Wymyślałam gry planszowe, robiłam do nich instrukcję, żetony i dziwaczne pionki

  • Patrzyłam jak dziadek (100% mieszczuch) robił z mleka prosto od krowy ser, śmietanę i masło

  • Robiłam z nim kompot, galaretkę, kisiel i budyń z uzbieranych owoców

  • Czytałam, czytałam i…..czytałam 🙂

Zabaw było zdecydowanie więcej, jednak myślę, że tyle wymienionych wystarczy.

Do czego zmierzam tym postem?

Aby pokazać, że jeżeli w dzieciństwie nauczymy się bawić ze sobą, z otaczającym nas światem i innymi dziećmi w sposób kreatywny, wykorzystując to co mamy dookoła, nawet jeżeli jest to stary karton, to nie będziemy się nudzić również jako dorośli.

Pewnie spora większość z Was pomyśli sobie, że zabawa na wsi i w czasie wakacji, to żaden wyczyn. Spróbuj pobawić się tak w mieście i to w czasie roku szkolnego!

Można! Sama wychowywałam się na osiedlu i również się na nim nie nudziłam 🙂 Drzewa do wspinania, trawnik i plac zabaw idealny m.in. do gry w Króla, Gonito, Palanta, Dunie, Ciuciubabkę. Piknik z lalkami, szukano w krzakach. Klasy, pajac i guma idealne zabawy na przydomowy chodnik.

Jednak, aby rozbudzić w dziecku fantazję, chęć szukania miejsc i okazji do zabawy trzeba zapewnić mu 2 rzeczy: własną fantazję i pokazać w co można się bawić, albo jeżeli nie mamy czasu (chociaż bliskiej osoby nikt nie zastąpi), to podarować dziecku książeczki z pomysłami.

I tak, ubolewam gdy widzę dzieci z tabletami lub przed grami komputerowymi (niektóre są ciekawe i pobudzają dziecięcą fantazję, ale większość to badziewie). Jednak nawet w Warszawie, na Mokotowie, na mini placu zabaw przy bloku w którym mieszkam, codziennie widzę dzieciaki pełne zapału do zabawy na dworze i z innymi dziećmi i często jestem wzruszona, gdy to oglądam.

Chłopcy i dziewczynki (na oko klasa 2-3 SP) bawią się razem w ciuciubabkę, młodsze dzieci stoją na drewnianym obramowaniu piaskownicy i skaczą do piasku z obrotem dookoła siebie, gdy dotkną rękoma ziemi krzyczą „umarłem” (za moich czasów była gra Krokodyl – jedna osoba stała na środku piaskownicy, reszta na drewienkach i trzeba było przebiec na drugą stronę piaskownicy, tak aby nie złapał nas krokodyl. Gdy złapał, to sam stawałeś się krokodylem).

Więc pomimo dzisiejszych „strasznych czasów” są dzieci, które potrafią się bawić na świeżym powietrzu i czerpią radość z tego, ze mogą się wybiegać i pobyć z innymi dziećmi.

Wniosek? Albo potrafią czytać książki, albo rodzice pokazali im jak można się bawić 🙂

Dziwnie łączy się fakt, że moje pokolenie to często osoby goniące za karierą, posyłające dzieci na cały dzień do żłobka i przedszkola, z pilotem i telefonem w ręce…a ich dzieci po prostu naśladują rodziców 🙂

Chciałam Wam pokazać książki inspirujące do zabawy i odkrywania świata dla dzieci, ale mam ich tyle, że będę musiała je rozbić tematycznie i umieścić w paru postach.

Mogę je jednak na szybko podzielić na parę kategorii:

  • książki przyrodnicze, pokazujące piękno natury i zachęcające do samodzielnego odkrywania i poznawania świata

  • książki z ciekawostkami z różnych dziedzin nauki, które pobudzają w dzieciach małego podróżnika, odkrywcę, fizyka, matematyka

  • książki kucharskie dla dzieci, nie tylko dla dziewczynek 🙂

  • książki o tematyce savoir-vivre (czytanie śladów, kodowanie wiadomości, budowanie szałasu, czytanie kompasu itd.)

  • pomysły na zabawy grupowe

  • książeczki plastyczne

  • i parę innych 🙂

A to moja ulubiona książeczka z dzieciństwa, z którą nawet przez pewien czas spałam pod poduszką 🙂

Z czasem umieszczę dokładniejsze recenzje książeczek, abyście wiedzieli jakie cuda można znaleźć (najczęściej w taniej księgarni, gdzie książki są za grosze!). Na zdjęciach jest 1/10 moich aktualnych zbiorów 🙂

Jednego jestem pewna i nikt nie zmieni mojego zdania – aby dziecko się nie nudziło i nie było przyklejone do ekranu, potrzebny jest mu mądry dorosły (albo starsze rodzeństwo), który również nie umiera z nudów i chce pokazać dziecku ile ma w życiu możliwości 🙂

2 thoughts on “O matko, jak tu….nudno!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.