365 dni, herbatka

Dzień dobry!

Zastanawialiście się kiedyś gdzie, kiedy i dlaczego mówicie „dzień dobry” i „do widzenia”? Niby temat błahy, ale warto się nad nim zatrzymać.

  • Pamiętaj, żeby powiedzieć u cioci dzień dobry. – podstawowy zwrot większości rodziców.

Wchodząc do osiedlowego sklepu, gdzie za ladą stoi sąsiadka spod 4, otwierając drzwi do gabinetu lekarskiego dr Ani, mijając naszego sąsiada na klatce schodowej, wchodząc do przedszkola odbierając dziecko, wsiadając do windy w bloku….

Dlaczego zatem nie witamy się podczas wchodzenia do autobusu czy tramwaju? Przecież jadąc komunikacją miejską spędzamy z ludźmi więcej czasu, niż jadąc na 2 piętro windą.

Dlaczego nie przywitamy się wchodząc do większego sklepu, gdzie przy wejściu stoi pan ochroniarz? Ile razy powiedzieliście „dzień dobry” temu człowiekowi?

Ochroniarzowi nie, natomiast pani kasjerce już tak…. Dlaczego? Jest w czymś gorszy, brzydszy, jest mniej człowiekiem zasługującym na szacunek?

Kasjerce dajemy nasze pieniądze i musimy mieć bezpośredni kontakt, a ochroniarza możemy zlać, bo „i tak nas nie zapamięta, bo on tylko tutaj stoi”.

Wchodząc do windy, gdy nie powiemy dzień dobry sąsiadce spod 7, możemy być pewni, że obsmaruje nam tyłek przed sąsiadką spod 8.

-Widziałaś, tą Iksińską? Wredna baba, wchodzi do windy, patrzę na nią i czekam, a ona NIC! Ani dzień dobry, ani pocałuj mnie w dupę. No nic! Wredny typ, mówię ci.

Wchodząc do małego sklepiku, który składa się z ekspedientki i paru skrzynek z warzywami i owocami, gdy nie powiemy „dzień dobry” i zaczniemy macać produkty, mogą nas spotkać trzy sytuacje:

Kobieta nas nie zauważy i będziemy stać przez parę minut, aż skończy czytać gazetę pod ladą.

Kobieta zacznie na nas patrzeć, jakbyśmy chcieli ukraść trzy dorodne pomarańcze, nie ufa nam.

Przy płaceniu będzie czuć się poniekąd urażona, a mając czas na obserwowanie nas podczas wybierania warzyw, wyrobi sobie o nas zdanie podobne do urażonej sąsiadki i rozpowie wszystkim stałym klientom, że jesteśmy gburami.

Co do kasjerki w centrum handlowym, to głupio nie odpowiedzieć na jej wyuczone dzień dobry, więc robimy to dla świętego spokoju, najczęściej wycierając nos, ponieważ przy wykładaniu tony zakupów na taśmę zaczął on nam spływać z zatok.

Lekarz? No przecież musimy być mili, aby dostać skierowanie i aby potraktował nas jak człowieka, a nie jednostkę chorobową.

Pani przedszkolanka? Musimy być mili, ponieważ pod jej opieką jest nasze dziecko. Jeszcze przez brak naszego „dzień dobry” przestanie lubić naszego Franka i jak będzie chciał siku na spacerze, to będzie kazała mu trzymać, aż do przedszkola.

90% naszego codziennego „dzień dobry” jest spowodowane naszym egoizmem, bądź odruchem.

Jak nie powiemy, to tracimy, dlatego warto zmusić się na burknięcie pod nosem, albo na nieszczery uśmiech, aby zyskać więcej.

Kiedyś w ramach eksperymentu wchodząc na tramwaju powiedziałam „dzień dobry”.

Parę osób spojrzało na mnie jak na idiotkę, gimnazjalistki zaczęły się ze mnie śmiać, a pozostali zastanawiali się na co jestem chora. Nikt nie odpowiedział!

Dlaczego? Bo moja osoba im wisiała i powiewała….

Gdy wchodzę do większego sklepu i mijam ochroniarza, to się z nim witam. Spróbujcie! Zobaczycie, że człowiek nagle się uśmiechnie i rozbłyśnie jak słońce przez chmury. Jest! Ktoś go zobaczył i nawet się przywitał!

Gdyby ten sam człowiek pracował jako lekarz, to nie mógłby się opędzić od przywitań, pożegnań i przeżegnań.

Chore.

Dlatego miejsca takie jak tramwaje, autobusy (pociągi już nie, bo wchodząc do przedziału witamy się, aby nikt nie buchnął nam torby, gdy idziemy na szybkie siku), centra handlowe i inne miejsca, gdzie jest dużo wiszących nam ludzi są takie nieprzyjemne.

Udajemy, że siebie nie widzimy. Udajemy, że nikogo nie szturchnęliśmy, nie nadepnęliśmy.

Udajemy, ze byliśmy pierwsi i, że to nasze miejsce.

Udajemy, że nie widzimy starszych osób stojących w kolebiącym się tramwaju, nie widzimy kobiet ciężarnych, ani rodziców z małymi dziećmi, które nie mają jeszcze dostatecznej równowagi, aby stać w poruszających się mechanicznych klatkach.

Udajemy, bo nam nie zależy, bo nic nie tracimy, a jedynie zatrzymamy nasze miejsce w kolejce, wygodne siedzisko, czy po prostu zyskamy święty spokój i czas.

Tobie też wiszą inni ludzie i atmosfera w której aktualnie jesteś?

Mam nadzieję, że nie 🙂

A jak tak, to może warto to zmienić?

Przywitać się z ochroniarzem, ustąpić miejsce osobie, która bardziej jego potrzebuje niż Ty, albo po prostu uśmiechnąć się do ekspedientki w wielkim sklepie, która siedzi przy kasie 11 godzinę, jest zmęczona i ma dość danego dnia?

A może nawet wychodząc powiesz „Miłego dnia!

Wystarczy uśmiech 🙂

Może zmobilizuje Cię ten filmik. Zobaczysz jak zaraźliwe jest pozytywne nastawienie, uśmiech i radość. Nawet w miejscu, tak naburmuszonym, jak chociażby metro, gdzie wszyscy wracają z pracy, są zmęczeni i zdenerwowani po całym dniu.

O ile milej byłoby jechać w takim miejscu!

A najlepsze jest to, że wszystko zależy od nas! Od naszego nastawienia i pokazania światu, że widzimy innych ludzi. Nawet jeżeli niczego od nich nie dostaniemy 🙂

Dobrego dnia!

5 thoughts on “Dzień dobry!

  1. Fajny tekst, sporo piszesz o sobie. Bo w gruncie rzeczy, jeśli pisze się „udajemy”, to nie piszemy tego o innych, albo że nie lubimy miejsc, gdzie jest dużo ludzi, mówimy tylko o sobie. Dziękuję za ten wgląd wgłąb Ciebie. Pozdrawiam 🙂

    1. Piszę „-my” bo pomimo, że staram się, to nie zawsze mi wychodzi i na pewno nie zawsze było pięknie, kolorowo i idealnie 🙂 Równocześnie „-my” pokazuje, że nikogo nie obwiniam, tylko mówię o ogólnym problemie ludzi, nad którym warto się zastanowić 🙂 A co do zatłoczonych miejsc, to ich nie lubię, właśnie przez poczucie, że często jestem nikim. Obiektem do zdeptania, szturchnięcia, krzywego spojrzenia. Miłego dnia!

      1. Dla mnie to przede wszystkim pamiętnik, niekoniecznie informacja o ogólnym problemie. Bardzo mało czytam w ludzkich myślach. Prawdę mówiąc nie posiadam tej umiejętności w ogóle 🙂
        Dobrego dnia.

        1. Nie trzeba czytać w myślach, wystarczy czasami porozmawiać z ludźmi, a oni sami powiedzą co ich gryzie i dlaczego czasami zachowują się tak, a nie inaczej 😉

          1. Oczywiście, ale to co ktoś sobie pomyślał, gdy Ciebie zobaczył to już tylko Twoje emocje. Właśnie teraz, czytając Ciebie uświadomiłam sobie, że to co przydarzyło się mojej znajomej, bardzo podobnej do Ciebie, to był atak paniki. Wcześniej myślałam, że chodzi o coś z sercem i dopiero czytając Twoje teksty dotarło do mnie jak wrogo można interpretować przypadkowe interakcje z innymi ludźmi. Dzięki za ten wgląd, bo prawdę mówiąc, nie miałam pojęcia.

Dodaj komentarz