365 dni, herbatka

Ciepło domowe cz. 1 – kadzidła

Czym jest dla mnie ciepło domowe i jak staram się je stworzyć? Dlaczego jest ono dla mnie tak ważne i co mi daje? Chcąc napisać wpis o kadzidłach pomyślałam, że może taka krótka (albo i dłuższa, zobaczymy) seria wpisów na temat mieszkania kogoś zainspiruje.

Należę do nielicznego grona domatorów, którzy mogliby nie wychodzić z mieszkania. Dla mnie to co najważniejsze w życiu dzieje się właśnie w mieszkaniu, w gronie najbliższych. Niezależnie od tego, czy nasz dom ma powierzchnię 30 metrów czy 130, możemy stworzyć z niego nasz azyl i miejsce, w którym od progu czujemy się dobrze.

Ciepło, zapach i spokój. Uwielbiam ten moment, gdy wchodzę do mieszkania z zimnej klatki schodowej i wita mnie zapach jedzenia, kawy, prania czy kadzideł. Nasz zapach. Wspólne jedzenie posiłków przy stole na którym pali się świeczka (albo przynajmniej jednego dziennie, jeżeli czas nie pozwala na więcej) i wieczorne rozmowy o danym dniu. Nie wyobrażam sobie związku, rodziny bez rozmowy. O tym co nas cieszy, boli i jakie mamy marzenia i plany.

Gdy jestem w domu zawsze palą się świeczki – na stole w jadalni, na stoliczku kawowym, na szafce w korytarzu i w łazience. Po przetestowaniu wielu świeczek (jakość, cena, trwałość) najlepiej wypadają świeczki z Ikei, stąd ile razy wychodzimy ze sklepu mamy pełną siatę świeczek.

Tańczące płonienie już mamy, więc pora na zapach. Długo szukałam „czegoś” co byłoby delikatne, ale długo wyczuwalne, tanie, a przede wszystkim odpowiednie dla alergika i astmatyka. Starałam się zaprzyjaźnić z woskami i świeczkami z Yankee Candle. Po wielu próbach i wstępnej przyjaźni (przypłaconej alergią na parę zapachów) przerzuciłam się na świeczki z TK Maxxa. Minusem w tym przypadku jednak okazała się konieczność gmerania w dziale świeczkowym, gdzie tylko co 10 świeczka nie ma zapachu kostki kibelkowej, a każda wizyta w sklepie kończyła się bólem głowy. Do tego Yankee i TK Maxx mają koszmarne ceny.

Postanowiłam zaryzykować i kupiliśmy dwa komplety kadzideł (kościelnych). I to był strzał w 10! Zero alergii, niesamowita wydajność i trwałość i to co lubię najbardziej – ciepło. Zapach delikatnie unosi się w całym mieszkaniu i nie powoduje bólu głowy.

Pierwszy komplet składa się z 6 kadzideł żywicznych po 20 g – wielkość idealna, ponieważ jednorazowo używa się tylko parę granulek – kadzielniczki i zestawu 10 węgielków. Drugi komplet zawiera 4 kadzidła żywiczne, dwie saszetki kadzideł ziołowych (nie używam ich ponieważ pierwsze zastosowanie skończyło się kaszlem), kadzielniczkę i zestaw węgielków.

Dodatkowo dokupiliśmy większe kadzidło różane (uwielbiam zapach i smak róży!), zestaw węgli i większą zamykaną kadzielniczkę. Ponieważ nie chcę robić z mieszkania sanktuarium dobrałam tak zestaw, aby był on jak najbardziej domowy. Niech Was również nie zniechęci hasło „kadzidła kościelne” – są idealne do mieszkania.

Używanie kadzideł jest wyjątkowo proste – podpalasz węgielek, czekasz aż się rozgrzeje, wsypujesz na niego parę granulek kadzidła, zamykasz kadzielniczkę. Używasz raz, a zapach delikatnie unosi się przez cały dzień.

Po wypróbowaniu wszystkich kadzideł 3 z nich zostały moimi ulubionymi – mają delikatnie dymny i słodki zapach.

W kolejnych postach z tej serii będę opisywać inne „zabiegi”, które stosuję, aby moje mieszkanie (nawet jeżeli jest tylko wynajmowane) było moim miejscem, w którym czuję się bezpiecznie i spokojnie 🙂

2 thoughts on “Ciepło domowe cz. 1 – kadzidła

  1. Kicham i prycham przy świeczkach zbyt pachnących. Początkowo chciałam z tym iść w zaparte, ale gdy na zajęciach dowiedziałam się, że wszystkie te kochane śmierdziuszki są potencjalnie mocno kancerogenne, dałam sobie spokój bez wyrzutów sumienia z bycia trendy. Więc u mnie wyłącznie zwykłe, białe, pachnące kompletnie niczym. I dość rzadko.
    Pozdrawiam.

    1. Mnie Yankee w większości dusiły (wyjątkiem były białe świeczki), różowe uczulały, a pozostałe były zbyt intensywne. Całe szczęście nie mam jakiejś super alergii na świeczki, więc mogę z nimi eksperymentować, natomiast mam spory problem z kwiatami. Albo je toleruję, albo automatycznie boli mnie głowa przez cały dzień, a na lilie mam reakcję astmatyczną. Każdy ma coś 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.